Jesteś tutaj: IUMW Strona główna Kierunki Dla małżeństw i par Więź kontra żłobki

Więź kontra żłobki

Tekst: Irena Koźmińska

Żłobki kontra teoria przywiązania

Głos posła pracującego nad tzw. ustawą żłobkową: Nigdy bym nie posłał swojego dziecka do żłobka, ale tego domagają się matki – i pani Ireno - coś trzeba zrobić z tą prokreacją!

To prawda - młode matki coraz częściej boją się utraty pracy i są skłonne oddać swe maleńkie dzieci pod opiekę obcych osób. Czasem jest to życiowa konieczność, czasem - wybór. To jedna strona medalu. Po drugiej są potrzeby rozwojowe dziecka. Chodzi o to, by umiejętnie pogodzić sprzeczne interesy – dorosłych i dziecka, które przez pierwsze trzy lata życia nade wszystko potrzebuje mamy. Bezpieczne przywiązanie do matki lub innej, niezmiennej osoby, która pełni jej funkcję, jest warunkiem tego, by w wieku trzech lat było ono gotowe, bez lęku i dobrze wyposażone emocjonalnie, wyruszyć w świat. Gdy nie zdoła zbudować bezpiecznej więzi z matką, płaci za to całym późniejszym życiem.

Ustawa na temat żłobków, została skonsultowana ze związkami zawodowymi i związkami pracodawców, w tym z Business Center Club i Związkiem Rzemiosła Polskiego. Nie skonsultowano jej z pediatrami, psychologami i psychiatrami. A oni byli jej przeciwni.

Prof. Irena Namysłowska, Krajowy Konsultant ds. Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, w swej opinii na temat żłobków napisała:

„(…) Bez dobrego, bezpiecznego przywiązania nie jest możliwy ani prawidłowy rozwój emocjonalno-społeczny dziecka, ani też jego rozwój umysłowy w związku z interakcją pomiędzy przywiązaniem,
a kształtowaniem się mózgu. Nawet najlepszy żłobek, dobrze wyposażony i zatrudniający wykształcony i zaangażowany personel, nie jest w stanie zastąpić zindywidualizowanej relacji rodzic-dziecko w bezpiecznym, stałym otoczeniu domowym, a nie instytucjonalnym. Wyniki badań wskazują, że zaburzenie więzi dziecko-rodzic mogą być prekursorem wystąpienia zaburzeń emocjonalnych
i psychicznych w okresie dziecięcym, dorastania i w okresie dorosłości. (…). Co więcej, tak wczesne umieszczanie niemowlęcia w żłobku grozi przedwczesnym kontaktem z chorobami, także zakaźnymi,
a więc wiąże się z potencjalnie większymi nakładami na opiekę medyczną (…)”

W sumie zatem, w dłuższej perspektywie nie ma sprzeczności interesów - zdrowie fizyczne dziecka, jego prawidłowy rozwój emocjonalny i zbudowanie przez nie dobrych fundamentów pod przyszłą edukację i szczęśliwe życie, leżą zarówno w interesie rodziców, jak i społeczeństwa.

Niestety, wiedza o skutkach przedwczesnej separacji dziecka z matką jest w naszym kraju bardzo niska.

W niewielkim Żywcu, do psychologa dziecięcego pani Teresy Jadczak-Szumiło, jednego ze specjalistów od problemów więzi, codziennie zgłaszają się z całego kraju rodzice z dziećmi
z zaburzeniami przywiązania. Przychodzą, bo nie radzą sobie wychowawczo, gdyż ich pociechy
są nadpobudliwe i impulsywne, przepełnia je lęk i niepokój, złoszczą się, są drażliwe, słabo się uczą, manipulują innymi, kłamią, bywają agresywne, okrutne dla zwierząt, mają problemy z higieną osobistą, skłonność do wypadków, brak im współczucia, wyrzutów sumienia i wrażliwości moralnej, identyfikują się ze złem i ciemną stroną życia. Czasem są perfekcyjne i wycofane, i zajadle bronią się przed bliskością.

To wachlarz przejawów poza-bezpiecznego stylu przywiązania, który rozwija się u dziecka, gdy nie zdoła zbudować dobrej więzi z matką w pierwszych trzech latach życia. Zaburzenia więzi
(w tym ciężka jego postać – RAD), obserwowane dawniej głównie w domach dziecka, rodzinach adopcyjnych i zastępczych, stają się coraz częściej doświadczeniem tzw. normalnych rodzin. Bardzo zajęci rodzice często nie zaspokajają potrzeb swych dzieci, oddają je pod opiekę zmieniających się niań i opiekunek żłobkowych i krótko mówiąc starają się jakoś przeczekać dzieciństwo - a konsekwencje tego bywają dramatyczne dla obu stron.

Na czym polega problem?

John Bowlby w Anglii oraz Rene Spitz i inni badacze w USA zaobserwowali, że dzieci do trzeciego roku życia, odseparowane od swych matek, doznają głębokiego stresu i deprywacji. Niemowlęta pod opieką instytucjonalną, gdzie nie brakowało im jedzenia, higieny i nadzoru medycznego, ale nie było matki lub jednej, wyłącznej opiekunki, zaczynały się cofać w rozwoju, wykazywać oznaki głębokiego cierpienia, traciły na wadze, nawet umierały. Bowbly odkrył, że wszystkie wyższe żywe istoty mają ewolucyjnie wkodowany, biologiczny mechanizm, który
ma im zagwarantować przeżycie i dotrwanie do dorosłości. Jest to mechanizm przywiązania.

Do podjęcia badań nad mechanizmem przywiązania skłoniły brytyjskich i amerykańskich badaczy dość szczególne okoliczności. John Spitz badał dzieci oddane pod opiekę instytucjonalną, gdy ich matki trafiały do więzienia. John Bowlby badał sieroty oraz dzieci pozostawiane w żłobku całodobowym na czas porodu i rekonwalescencji matek, co było w Anglii w latach 50-tych rutyną. Rozłąka okazywała się dla maluchów druzgocąca, a ich śmiertelność wzrosła dwukrotnie z powodu separacji z matkami.

Jeden z filmów dokumentujących badania prowadzone przez zespół Bowlby’ego ukazuje pobyt
17- miesięcznego Johna w żłobku całodobowym w czasie, gdy matka poszła na 8 dni do szpitala urodzić kolejne dziecko. Widzimy chłopca przed rozstaniem z matką – ma z nią serdeczne relacje, jest radosnym, dobrze przystosowanym, grzecznym i współpracującym dzieckiem. Gdy znalazł się nagle w żłobku, przez pierwszy dzień trwał w stanie oszołomienia, ale dawał się karmić i zachowywał grzecznie – nie umiał się bronić przed agresywnymi malcami, którzy w instytucji spędzili już prawdopodobnie wiele tygodni, a może miesięcy, potrafili już bez pardonu walczyć o swe potrzeby i czerpali przyjemność z bicia. Starał się pozyskać uwagę jakiejś opiekunki, ale żadna nie mogła zająć się tylko nim. Wieczorami ojciec odwiedzał Johna, ale po krótkiej wizycie,
ku rozpaczy malca, odchodził. Film pokazuje jak dzień po dniu w psychice chłopca następuje proces dewastacji - dziecko z miłego, otwartego i ciekawego świata, zmienia się w nieszczęśliwe, przerażone i wyalienowane. Po kilku dniach całkowicie odmawia jedzenia, nieustannie płacze i tuli się do dużego misia, chowając się pod nim. Kiedy matka przychodzi wreszcie, by go odebrać, John ucieka od niej i patrzy na nią z goryczą. To było tylko osiem dni. Dla małego, 17-miesięcznego dziecka, aż osiem.

Takie doświadczenie przynosi dziecku nieznaną dotąd wiedzę: nie możesz ufać najbliższej, ukochanej osobie. Rodzi się lęk i niepokój, który może stać się trwałą cechą jego osobowości.

Odkrycia Bowlby’ego, Spitza oraz innych badaczy wpłynęły na zmianę prawodawstwa
w USA i Wielkiej Brytanii, zainspirowały też podjęcie dalszych badań nad mechanizmem przywiązania i wpływem zaburzeń więzi na całe życie człowieka.

Maleńkie dzieci oddawane pod opiekę instytucjonalną nie przyzwyczajają się - jak byśmy chcieli
to interpretować - do braku matki, ale na skutek okoliczności i stresu wypierają pewne potrzeby
i tracą pewne odruchy, np. odruch przywierania i patrzenia: odpychają, nie patrzą w oczy.
Stają się apatyczne lub rozdrażnione, zaczynają mieć problemy ze spaniem, tracą łaknienie, wymiotują. I bardzo często chorują – separacja z matką uderza bowiem we wszystkie biologiczne systemy dziecka.

Lęk i cierpienie wywołane separacją wyzwalają produkcję toksycznego hormonu stresu - kortyzolu, który uszkadza mózg. Alice Miller, światowej sławy specjalistka od traumy wczesnodziecięcej, podczas konferencji „Jak kochać dziecko – nowe odkrycia psychologii”, zorganizowanej
w 1999 roku przez Fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”* mówiła: „Wiadomo dziś, że mózg ludzki w momencie narodzin nie jest jeszcze pełni ukształtowany. Zdolności umysłowe jakie osiąga człowiek, zależne są od doświadczeń pierwszych trzech lat jego życia. Badania nad zaniedbanymi i maltretowanymi dziećmi rumuńskimi ujawniły poważne uszkodzenia pewnych części mózgu, które powodowały emocjonalne i intelektualne niedomogi w późniejszym życiu”.

Najnowsze badania mózgu, opisane w książce Erica Jensena „Teaching with a Brain in Mind” (Nauczanie z myślą o mózgu) wskazują, że mózg jest jedynym systemem w organizmie, który nie wraca do swego pierwotnego sposobu funkcjonowania po ustaniu traumy, lecz funkcjonuje według nowego wzorca - adaptacji do warunków traumatycznych. Dlatego fundowanie dzieciom silnego
i przewlekłego stresu jest działaniem niewskazanym, a dla większości dzieci pobyt w żłobku wiąże się z silnym stresem.

Opieka instytucjonalna jest szczególnie szkodliwa dla chłopców. Mają oni wrodzony wyższy poziom niepokoju niż dziewczynki, tym bardziej więc potrzebują poczucia bezpieczeństwa, znajomego otoczenia i spokoju. Ponadto wolniejszy u nich rozwój mózgu, zwłaszcza lewej półkuli odpowiedzialnej za mowę, i mniej połączeń międzypółkulowych sprawiają, że chłopcom potrzeba szczególnie dużo zindywidualizowanej opieki, mówienia oraz czułości, by mogli nadrobić urodzeniowe „deficyty” i wyrosnąć na empatycznych, emocjonalnie zrównoważonych i moralnych ludzi*. Opieka żłobkowa nie jest w stanie zapewnić tak zindywidualizowanej opieki jak matka
lub stała niania, gdyż w żłobku opiekunki się zmieniają i żadna nie może dać malcowi wyłącznej uwagi, zajmując się grupą dzieci. O tym, że żłobek nie służy chłopcom, pisze m.in. Lise Eliot, neurobiolog, w książce – „Co tam się dzieje? Jak się rozwija mózg i umysł w pierwszych pięciu latach życia”.

Mechanizm przywiązania:

Gdy matka właściwie reaguje na sygnały dziecka - trafnie rozpoznaje jego potrzeby i szybko je zaspokaja – tworzy się bezpieczny styl przywiązania, który zapewnia zdrowy i harmonijny rozwój. Takie dziecko jest łatwe do wychowania, nie wymaga kar, gdyż ma wyczucie, jak postępować.
Uczy się od matki właściwych reakcji, wyrażania swych potrzeb i emocji, a jego mózg i osobowość zyskują bogate wyposażenie. W pierwszym okresie życia - i tylko w relacji z bliską osobą! - wykształca się prawidłowy regulator emocjonalny, który odpowiada w życiu za sumienie, poczucie wstydu i wrażliwość moralną człowieka. Dziecko zaczyna czuć i rozumieć, że pewnych rzeczy robić nie można. Mając zapewnioną bliskość ukochanej osoby, może też z energią i wrodzoną ciekawością eksplorować świat, uczyć się, zdobywać nowe umiejętności – i wciąż powracać
do swej bazy - mamy, by upewnić się o swoim bezpieczeństwie i jej oddaniu.

Gdy matka reaguje nieadekwatnie lub wcale, np. dziecko płacze, a ona nie przychodzi lub przychodzi i karci je, a nawet bije, albo jest niedostępna emocjonalnie (w depresji, zajęta egzaminami, karierą) - tworzy się więź poza-bezpieczna, która aktywuje inne struktury w mózgu.

Na charakter stylu przywiązania wpływa też neurobehavioralne wyposażenie dziecka, na które składa się: płacz, odruch ssania, skupiony wzrok, przywieranie. Malec z zespołem poalkoholowym FAS lub innymi uszkodzeniami neurologicznymi może nie płakać lub mieć deficyt czucia i nie reaguje normalnie na dotyk – wszystko to wpływa na zmienione reakcje matki, które mogą prowadzić do powstania poza-bezpiecznego stylu przywiązania.

Gdy dziecko doznaje deprywacji przywiązania – na przykład na skutek separacji z matką przed upływem trzeciego roku życia, spada jego odporność, rośnie niepokój i napięcie, wzrasta zagrożenie śmiercią.

Dla dziecka dotkniętego deprywacją więzi nie ma nic ważniejszego, niż jej odzyskanie. Brak poczucia więzi i przynależności hamuje jego potrzebę poznawania świata, motywację, zdolność
i chęć uczenia się, obniża możliwości intelektualne. Cała jego aktywność i energia jest skierowana na nawiązanie bliskości, choć z zewnątrz może to wyglądać myląco: np. zaczepia, atakuje, dokucza, stara się być w centrum uwagi.

Wiedza na temat przywiązania może pomóc rodzicom i nauczycielom inaczej spojrzeć na zachowania dzieci i odczytać je w kontekście braku więzi. Wtedy zamiast karać dziecko, może lepiej będzie zadać sobie pytanie – czego temu dziecku brakuje? Złe zachowania są bowiem zwykle wyrazem zaburzenia więzi, które jest efektem zaniedbań w zaspokajaniu potrzeb.

Amerykański specjalista od zaburzeń więzi, Harville Hendrix, który od lat pracuje z dorosłymi, zmagającymi się przez całe życie z następstwami braku bezpiecznej więzi w dzieciństwie, w swej książce „Keeping the Love You Find” (Utrzymać miłość) pisze, że dla maleńkiego dziecka warunkiem przeżycia równie ważnym jak pożywienie i higiena jest kontakt fizyczny i emocjonalny – musi czuć, że istnieje niezawodne źródło miłości, opieki i wsparcia. Krytycznym celem rozwoju dziecka w pierwszym okresie życia jest budowa bezpiecznej więzi z matką. Poczucie bezpieczeństwa wyniesione z tego okresu nadaje ton reszcie życia. Według Hendrixa ok. 1/3 dzieci nie otrzymuje od rodziców dostatecznej opieki i czułości.

Poza-bezpieczne style przywiązania badacze dzielą na trzy grupy - ambiwalentny, lękowy i unikający. Ich wspólnym mianownikiem jest LĘK, choć różnie wyrażany.

AMBIWALENTNY STYL PRZYWIĄZANIA - Gdy opieka matki jest nieprzewidywalna, czasem dobra, czasem zła - zbyt krótko karmi, nie poświęca dziecku dość czasu, za wcześnie wypycha je
w świat - kształtuje się postawa dziecka niespokojnego i ambiwalentnego. Ten typ przywiązania charakteryzuje lęk przed utratą matki połączony ze złością na nią, gdyż jest ona jednocześnie źródłem przyjemności i cierpienia Dziecko zaczyna wymuszać płaczem i krzykiem jej bliskość i uwagę, manipulować zachowaniami, by ją przytrzymać (wymioty, wzrost temperatury, walenie głową, mnożenie próśb). Gdy często i długo nie znajduje ukojenia, ambiwalentny styl przywiązania może się przekształcić w głębokie zaburzenie.

Ambiwalencja dzieci, u której podłoża leży lęk separacyjny, jest podstawowym problem w domach dziecka, rodzinach adopcyjnych i zastępczych. Dzieci te przy obcych potrafią być czarujące, a ciemną część swej natury pokazują wobec bliskich, ponieważ to najbliżsi w dzieciństwie stali się sprawcami ich cierpień. Modyfikacja stylu przywiązania jest bardzo trudna - wymaga odbudowania bliskości i poczucia przynależności, co przypomina oswajanie dzikiego zwierzątka - rodzice bywają bici, kopani, poniżani słownie, a mimo to powinni okazywać dziecku ciepło i przywiązanie, wiedząc, że doznało ono wcześniej odrzucenia i można mu pomóc tylko okazując bliskość mimo jego agresji.

Postawy ambiwalentne u dzieci zdarzają się także w rodzinach biologicznych. Nie ma małych tyranów bez problemu więzi z matką.

UNIKAJĄCY STYL PRZYWIĄZANIA - Styl ten powstaje, gdy opieka jest zawsze zła, matka jest nieobecna, niedostępna lub emocjonalnie zimna. Dziecko wyrasta sparaliżowane strachem przed odrzuceniem, a tym samym przed bliskością, która zawsze rani. Staje się emocjonalnie odcięte, przestaje płaczem domagać się zaspokojenia potrzeb, wypiera potrzebę bliskości. Buduje przekonanie, że może liczyć tylko na siebie. Dziecko takie – a później dorosły - zawsze zachowuje dystans. Bliskość przestaje być ważna. Zaczyna wykorzystywać instrumentalnie innych ludzi do realizacji swych celów. Dzieci unikające często są perfekcyjne, na przykład dobrze się uczą, by nikt nie mógł się do nich o nic przyczepić i żeby nie musiały wchodzić w żadne relacje. Mogą być dobrze zorganizowane i skuteczne, jest to jednak duże zagrożenie dla osobowości.

Styl unikający może być także skutkiem zbyt natarczywej opieki i nadmiernej kontroli.

LĘKOWY STYL PRZYWIĄZANIA - Gdy matka przychodzi na płacz dziecka, ale zamiast zaspokoić jego potrzebę, np. je bije – w efekcie powstają zaburzenia osobowości. Taki styl przywiązania rozwija się u dziecka maltretowanego.

* * * * *

Współcześni rodzice, zapędzeni i nieświadomi, którzy nie poświęcają czasu i dostatecznej uwagi swym dzieciom, bezwiednie mogą się przyczynić do wytworzenia u nich poza-bezpiecznego stylu przywiązania. A właśnie na bazie stylu przywiązania, do trzeciego roku życia kształtuje się WEWNĘTRZNY MODEL OPERACYJNY – filtr przez jaki dziecko, a potem dorosły postrzega świat i w zależności od tego działa. Na model ten składają się: poczucie własnej wartości; sposób wchodzenia w relacje i utrzymywania ich oraz uczucia.

Badacze Bartholomew, Horowitz (1991) oraz Feeney i Noller (1996) opisali konsekwencje poszczególnych stylów przywiązania w późniejszym życiu:

Bezpieczny Styl Przywiązania (optymalny) daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa
w świecie oraz największe zasoby do rozwiązywania problemów, radzenia sobie ze stresem
i emocjami. Człowiek taki ma wysokie poczucie własnej wartości, obraz siebie jako osoby kompetentnej i wartościowej, potrafi utrzymać równowagę pomiędzy autonomią i bliskością, jest empatyczny, ciepły, elastyczny, obdarza innych zaufaniem i szacunkiem. Osoby te mają bardzo mocny system odpornościowy. Ich model świata to: ja jestem OK, wy jesteście OK. Jako rodzic osoba taka jest ciepła, opiekuńcza, wrażliwa i pomocna.

Ambiwalentny Styl Przywiązania - powoduje niskie poczucie własnej wartości, strach przed autonomią, labilność emocjonalną i ciągły lęk przed odrzuceniem. Ludzie tacy są zazdrośni, starają się kontrolować partnerów i podporządkowywać ich sobie z lęku, by ich nie stracić. Zrobią wszystko dla zewnętrznej akceptacji. W zależności od oceny innych wpadają w euforię lub rozpacz. Pogardzają sobą, idealizują innych, co prowadzi do ciągłych rozczarowań. Działają według modelu: nie wiem kim jestem, to zależy od innych, a inni są nieprzewidywalni. W małżeństwie i bliskich związkach ludzie ambiwalentni często „odpłacają” za brak zaspokojenia potrzeb we wczesnym dzieciństwie - mając skrzywiony obraz świata, mogą przybierać postawę ofiary lub kata: ciągłego natrętnego zabiegania o partnera, manipulowania, by zawłaszczyć drugą osobę, pozbawiania partnera kontaktów z innymi, gdyż bliskość oznacza dla nich wyłączność.

Lękowy Styl Przywiązania – powoduje, że ludzie tacy postrzegają siebie jako niekompetentnych, mało wartościowych i nieatrakcyjnych, innych zaś jako zagrażających i odrzucających. Żyją
w poczuciu ciągłego niepokoju, przejawiają brak zaufania do świata. Ich reakcje emocjonalne są przesadne. Jako rodzice są krytyczni i niedostępni, gdyż własne zagmatwane emocje nie pozostawiają im energii dla dzieci, lub też są nadopiekuńczy, intruzywni i kontrolujący. Ich model świata: Ja nie jestem OK, wy też nie jesteście OK.

Unikający Styl Przywiązania powoduje, że osoby te mają zablokowaną stronę emocjonalną
i - z lęku przed odrzuceniem - nie dopuszczają do bliskości. Osoby te postrzegają siebie jako wartościowe, kompetentne i samowystarczalne, są jednak pozbawione empatii, skoncentrowane
na własnych osiągnięciach, rozwijają karierę i mają często wewnętrzny przymus bycia najlepszymi, co zapewnia im nietykalność i możliwość unikania bliskich relacji. Często mają manię wielkości
i pogardzają innymi. Gdy wybuchają, stają się niebezpieczni. Mają skłonność do działań typu acting out (kompulsywny seks czy hazard, uzależnienia od substancji, agresja) i są zagrożeni psychopatią. Wydają się odporni, ale w stresie nie działają efektywnie. Narażeni są na choroby serca i wrzody. Model świata: ja jestem OK, wy nie jesteście OK. Jako rodzice są wymagający, wrodzy i agresywni, mają skłonność do bicia i upokarzania.

Warto dodać, że style przywiązania to sposoby przetrwania, poradzenia sobie z separacją
lub brakiem więzi z matką. Nie zawsze generują zaburzenia, ale zawsze bardzo utrudniają życie.



Wracając do sprawy żłobków - jak pokazuje teoria przywiązania, oddanie dziecka pod opiekę instytucjonalną z dużym prawdopodobieństwem może spowodować zakłócenie procesu budowy bezpiecznej więzi z matką, a w rezultacie prowadzić do zaburzeń osobowościowych, trudności
z nauką, zachowań socjopatycznych, a nawet przestępczych. Czy zatem idea zwiększania prokreacji i rozwoju gospodarczego powinna być realizowana za cenę zdrowia i kondycji emocjonalnej młodego pokolenia? Czy dobry kapitał ludzki dla kraju stanowić będzie pokolenie żyjące w ciągłym lęku, niezrównoważone, narcystyczne, pozbawione empatii i wrażliwości moralnej, podatne na uzależnienia, manipulujące, agresywne, niezdolne do budowania trwałych związków?

Ustawa, która miała uprościć tworzenie żłobków i szybszy powrót młodych matek na rynek pracy, nie zabezpiecza interesu rozwojowego i zdrowia dzieci nawet w takim stopniu, jak wcześniej istniejące żłobki. Postulaty naszej Fundacji wobec projektu ustawy obejmowały m.in. wprowadzenie wymogu zaświadczenia od pediatry o stanie zdrowia dziecka przy zapisie do żłobka i po chorobie; okresu adaptacji, by stopniowo oswoić dziecko z nową sytuacją, nadzoru psychologa nad placówką; wymogu posiadania przez żłobek ogródka, by dzieci nie przebywały cały czas w zamkniętych pomieszczeniach (poza aspektem zdrowotnym, to właśnie poprzez ruch małe dzieci się uczą). Inne postulaty dotyczyły skrócenia pobytu dziecka w żłobku, podniesienia dolnej granicy wieku
z obecnych 20 tygodni do ponad roku (warto przypomnieć, że w okresie pierwszego roku -
i tylko w relacji z bliską osobą - powstaje mechanizm regulacji emocjonalnej, fundament zdrowia emocjonalnego i moralności), zmniejszenia liczby dzieci na jedną opiekunkę (w Niemczech 2,5 etatu przypada na 10 dzieci, u nas jedna osoba może opiekować się ośmiorgiem!); zwiększenie powierzchni na dziecko do 3m kw.. I wreszcie – wymóg poinformowania rodziców o potrzebach rozwojowych dziecka i skutkach zaburzeń więzi w związku przedwczesną separacją z matką, bo tak naprawdę to wiedza rodziców może przesądzić, czy skorzystają ze żłobka, czy będą szukać innych rozwiązań.

Walka o żłobki okazała się w sumie bezprzedmiotowa, nie zaczęły powstawać na masową skalę.
bo samorządy nie mają pieniędzy na ich tworzenie. Ale tam, gdzie żłobki istniały – za sprawą ustawy podniesiono liczbę dzieci przypadających na opiekunkę. Czy tak ma wyglądać prawdziwa troska państwa o zdrowy rozwój najmłodszych obywateli?

Postulatem minimum byłoby to, by na przyszłość przy tworzeniu legislacji dotyczącej
dzieci i młodzieży istniał prawny obowiązek zasięgania - i uwzględniania opinii specjalistów
ds. ich zdrowia i rozwoju.

Jednym z argumentów wysuwanych w dyskusji o potrzebie tworzenia żłobków są zalecenia Unii Europejskiej, która oczekuje od krajów członkowskich 33% „użłobkowienia”. Tymczasem nasi południowi sąsiedzi, Czesi, także członkowie Unii, przyjęli inne rozwiązania. Premier Petr Nečas, jeszcze jako Minister Pracy i Spraw Społecznych, dał się przekonać specjalistom z zakresu psychologii dziecięcej, że z punktu widzenia efektów rozwojowych, w tym możliwości uczenia się, opieka rodzicielska jest najlepsza. Uznano, że dzieci nie można traktować jedynie jako przeszkody w karierze zawodowej rodziców. Opieka nad dzieckiem stała się jednym z priorytetów państwa. Matki otrzymują pomoc finansową nawet przez 4 lata, w zależności od wybranego przez siebie planu - od 11 400 koron (ok. 1800zł) miesięcznie przy planie osobistej opieki nad dzieckiem przez na dwa lata, 7600 koron (ok. 1200zł) przy planie na 3 lata, do średnio 4512 koron (ok.720 zł) przy planie na cztery lata. Bezpośrednie wsparcie finansowe rodziców pozwala im na realne podjęcie decyzji, czy chcą się opiekować dzieckiem sami, powierzyć je opiece innej osoby bądź oddać do żłobka. W Czechach opieka żłobkowa obejmuje pół procenta małych dzieci.

Jeśli naszego państwa nie stać na wydłużoną pomoc finansową dla młodych rodzin, są jeszcze inne możliwości pomocy matkom, zmniejszające negatywny dla dziecka efekt separacji – np. skrócony i/lub elastyczny czas pracy matki, czy możliwość pracy w domu.

Na koniec jeszcze o edukacji wysuwanej jako koronny argument na rzecz tworzenia żłobków. Entuzjaści edukacji w żłobku mylą zapewne żłobek z przedszkolem, w którym jak najbardziej na miejscu jest socjalizacja i stopniowa edukacja dzieci poprzez zabawę. Specjaliści od rozwoju dzieci podkreślają, że przez pierwsze trzy lata życia dzieci potrzebują przede stałej i zindywidualizowanej opieki, a nie coraz wcześniejszej i intensywnej edukacji. Ewolucja nie przyspieszyła bowiem tak, jak postęp techniczny i społeczny, mózgi dzieci rozwijają się w identycznym tempie jak w paleolicie, więc nie zmuszajmy ich, by dorastały szybciej, niż pozwala im na to biologia. Przyspieszenie cywilizacyjne służy dorosłym, szkodzi dzieciom. Pisze o tym m.in. Sue Palmer, brytyjski autorytet pedagogiczny, w książkach: „Toksyczne dzieciństwo”, i „Detoksykacja dzieciństwa”. Dzieciństwo
ma swą samoistną wartość i sens jako fundament dla całego życia. Dzisiejszy trend, by je skracać, coraz wcześniej posyłać dzieci do żłobka, do przedszkola, szkoły, jednocześnie nakładając na nie coraz większe obciążenia, już odbija się na kondycji zdrowotnej młodego pokolenia – i to w całym rozwiniętym świecie. Coraz więcej dzieci i nastolatków ma zaburzenia emocjonalne - od chronicznego niepokoju, problemów z jedzeniem i spaniem, po depresje, samookaleczenia i próby samobójcze. Coraz młodsze roczniki wpadają w uzależnienia i rozpoczynają życie seksualne.
To rezultat braku troski i sztucznego przyspieszania ich rozwoju. Tworzenie żłobków te problemy pogłębi i nasili. TAK dla kariery zawodowej rodziców, gospodarki i prokreacji nie powinno oznaczać NIE dla szczęśliwego dzieciństwa i zdrowego rozwoju dzieci. Te sprawy trzeba mądrze pogodzić we wspólnym interesie dzieci, rodziców, całego społeczeństwa - i przyszłości.

Tekst: Irena Koźmińska

Biuletyn IUMW